sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 4.

     Stała przed lustrem, doprowadzając swoje włosy do porządku. Blond kosmyki odmawiały jej posłuszeństwa tego ranka, bowiem każdy sterczał w innym kierunku. Do tego nie była w stanie zakryć ciemno fioletowych sińców pod oczami. Wyglądała jak tysiąc nieszczęść, albo i gorzej.
         - Pomóc  ci? – Usłyszała za sobą kobiecy, a jednocześnie przepełniony fałszem głos. Przynajmniej odnosiła takie wrażenie.
           - Nie musisz – odpowiedziała opryskliwie, widząc w lustrze odbicie „matki”. Czy Kath też będzie tak wyglądać na starość? Oby nie. 
          Pani Chapman zdawała się jednak nie reagować na sprzeciw córki i sięgnęła po szczotkę, zaczynając rozczesywać jej poplątane włosy. Dziewczyna musiała odpuścić, była zbyt zmęczona na kolejną kłótnię, a poza tym, nie chciała obudzić siostry, która drzemała w salonie.  Dlatego stały w łazience w ciszy, nie odezwały się do siebie ani słowem. Dla jednej było to uciążliwe, a druga miała to gdzieś. 
        - Jak ci idzie w pracy? – zapytała w końcu kobieta, odkładając szczotkę na toaletkę. Tym pytaniem wyrwała Rebeccą z nieznanego transu. Ten głos był dla niej jakiś dziwny, taki zatroskany i szczery? Może naprawdę ją kochała. Szkoda tylko, że nie potrafiła okazać swojej miłości kilka lat temu.
        - Przychodzi mało ludzi, ale nie narzekam. – Pierwszy raz jej ton nie był przepełniony jadem. Starała się, przez co mogło to zabrzmieć dość sztucznie, ale przecież liczyły się chęci, prawda?  Nawet na twarzy kobiety pojawił się lekki  uśmiech. Doceniała próby córki. 
        - Nikt w tych czasach nie docenia dobrej muzyki. Wasz ojciec oświadczył mi się przy Babe I’m gonna leave you Zeppelinów.
       Blondynka nie mogła powstrzymać śmiechu. Nie był w nim jednak ani grama ironii czy jadu, zwykły, szczery śmiech.
    - Mało romantyczna piosenka jak na oświadczyny.
    - Ale moja ulubiona! Christian był wtedy tak zestresowany, że zamiast Elene powiedział do mnie Helene. Na szczęście szybko się poprawił.
    Kiedy usłyszała, że tato pomylił imię matki przy zaręczynach, najpierw pomyślała, że ją zdradzał. Nie, to był dobry człowiek, to ona zostawiła go dla innego. 
    Rebecca westchnęła cicho i wyszła z łazienki. Założyła jeszcze swoje beżowe trampki, a po chwili trzymała już klamkę od drzwi wyjściowych. Miała już przekroczyć próg domu, kiedy coś kazało jej się zatrzymać. Wzięła głęboki wdech i odwróciła się w stronę Elene.
    - Kończę o szesnastej, po pracy zrobię jeszcze zakupy, więc do wieczora… mamo – powiedziała cicho, po czym wyszła, zostawiając zszokowaną kobietę w domu. 
    Mimo wczesnej pory, słońce widniało już na bezchmurnym niebie, ogrzewając całe miasto. Każdy gdzieś się spieszył – do pracy, szkoły, na jakieś spotkanie. Z lotu ptaka, centrum metropolii musiało wyglądać jak mrowisko, którego mieszkańcy doskonale wiedzieli, co powinni robić w danej sekundzie. Wszyscy byli tutaj perfekcjonistami, pracowici i punktualni.  Jedynie Rebecca wędrowała spokojnym krokiem w stronę sklepu muzycznego, w ogóle nie przejmując się faktem, że jest już spóźniona pół godziny. Miała niewielu klientów, więc co za różnica, kiedy otworzy? Niestety, na miejscu spotkała ją niemiła niespodzianka.
   - Pani Rebecco, nieładnie się  tak spóźniać.
    Dziewczyna spojrzała na stałego bywalca sklepu, jakby chciała go udusić. Co za bezczelny typ! Nie dość, że ją śledzi, to jeszcze poucza.
  - Czy ty masz jakąś manię prześladowczą? – zapytała oschle, po czym podeszła do drzwi, aby je otworzyć. Kiedy zamki puściły, weszła ośrodka, nie przepuszczając klienta pierwszego. – To co tym razem, płyty CD czy słuchawki?
   - A co może mi pani zaoferować? – Mężczyzna w przeciwieństwie do pracownicy był spokojny i opanowany, a na jego ustach błądził cień zadziornego uśmiechu. Zupełnie nie przejmował się nastawieniem dziewczyny do niego ani tym, że zwracała się do niego na „ty”. I to właśnie doprowadzało blondynkę do szału, ta stoicka postawa zmieszana z bezczelnością snoba. 
    - To nie agencja towarzyska, nic nie będę proponować.
    - W agencji towarzyskiej klient płaci i wymaga, droga pani.
    - No proszę, widzę, że ktoś tu jest obeznany w temacie.
    Najwyraźniej odechciało mu się ciągnąć dyskusję, bowiem wywrócił oczami, wzdychając przy tym ciężko. Wziął pierwszą lepszą płytę CD z regały przy kasie, a następnie podał Rebece. Kiedy zapłacił, wyszedł, rzucając na odchodne krótkie „do widzenia”. 
    Tego dnia, o dziwo był dość spory tłum. Co dziwniejsze byli to głównie mężczyźni przed trzydziestką ubrani w garnitury, jednak bez krawatów czy też much. Każdy kupował płyty klasyk rocka, takich jak Sex Pistols, Queen, AC/DC czy Led Zeppelin. Jedynie tamten natręt sięgnął po Use Your Illusion I Gunsów. Byli jeszcze miłośnicy winylów, ale nie mieli gramofonu. Dlatego dzisiejszy dochód sklepu spokojnie wynosił osiemset dolarów. 
    Gdy trochę się uspokoiło, rozsiadła się w jednym z foteli, puszczając z wieży My Michelle. Uwielbiała głos Axla, który wyróżniał się wśród innych frontmanów. Dla jednych śpiew Rosa to  skrzek wrony, ale dla niej był pełen emocji, szczery. Sam wokalista za czasów swej młodości emanował tak niesamowitą energią, że każdy nowicjusz jeszcze po koncercie nie mógł zebrać szczęki z ziemi. Innych muzyków zepsuły narkotyki, jego woda sodowa. Dlaczego nie urodziła się pod koniec lat sześćdziesiątych albo wcześniej? Ominęło ją tyle wspaniałych widowisk muzycznych.
    Wyciągnęła z torebki paczkę papierosów i zapaliła jednego, od razu zaciągając się dymem. Tak, pet i dobra muzyka to idealna recepta na relaks. Gdyby nie fakt, że na opakowaniu jest napisane „Palenie szkodzi zdrowiu”, to namówiłaby siostrę. 
    Nawet nie zauważyła, kiedy kończyła trzeciego papierosa i wtedy głos Axla wołał: „Everyone needs love. You know that it’s true. Someday you’ll find someone. That’ll fall in love with you”.  Każdy potrzebuje miłości, ojcowskiej, matczynej czy tej partnerskiej. Nawet ten jej prześladowca. Dziwne, że o nim pomyślała. Ale te cztery wersy od razu przywołały dziewczynie obraz mężczyzny. Lekko potargane włosy w odcieniu ciemnego blondu, zadziorny uśmiech, dumna postawa… Największą jej uwagę przykuły jednak jego oczy. Brązowe z domieszką szarego, ale mieniły się dziwną, fioletową poświatą. Ciekawe, ile kobiet już zahipnotyzował tym swoim spojrzeniem. Z pewnością wiele mu uległo, był przecież tak przyst…
    - Jesteś większą idiotką od niego – mruknęła do siebie, odganiając te okropne myśli.
    Miłość  jest tym, o czym marzysz, paląc trzeciego papierosa.

***
    Kiedy tylko siostra wyszła z domu, od razu wygrzebała się spod kołdry i pobiegła do łazienki. Szybki prysznic, balsam do ciała, ciuchy, modelowanie włosów suszarką i lekki makijaż. Ech, co kobiety muszą przeżywać rano, aby wyglądać pięknie, tego nie pojmie żaden umysł mężczyzny, nawet geja. Dziś miała zamiar nadrobić wczorajszą nieobecność  i spędzić w pracy piętnaście godzin. Nie była pewna czy da radę, możliwe, że padnie zaraz po wyjściu z hotelu, ale chciała wszystkim pokazać, że lepszej kelnerki nie znajdą nigdzie. 
***
    Od kiedy tylko w pracy pojawiła się brązowowłosa, Alex uważnie się jej przyglądała. Szybko się pozbierała i na dodatek zmieniła nie do poznania. Co prawda, miała małe potknięcia w postaci zagubionego wzroku, ale szybko podnosiła głowę i z dumą szła dalej, nie zwracając uwagi na komentarze gości. 
     Brunetka nie mogła uwierzyć w tak nagłą metamorfozę Kathleen. Czyżby och wczorajsza rozmowa jej w tym pomogła? Uśmiechnęła się w duchu, chyba powinna zrezygnować z pracy recepcjonistki i zrobić karierę jako motywator. 
    Nie tylko ona przyglądała się nowej kelnerce. Samuele stał gdzieś w cieniu kolumn od godziny, obserwując każdy najmniejszy jej ruch. Był przekonany, że ta szara myszka już nigdy nie pojawi się w jego hotelu, a co dopiero założy strój kelnerki. Zaskoczyła go i to chyba w tym pozytywnym sensie.
     - I co, przestały ci przeszkadzać krótsze nogi i brązowe włosy? – Mężczyzna aż podskoczył, słysząc nad uchem głos swojej asystentki. Przestraszyła go, prawie zszedł na zawał serca.
     - Hmm… ma fajny tyłek. – Uśmiechnął się do niej wrednie, gestykulując kształt pośladków Kath.
     - Ale z ciebie obleśny zboczeniec.
     - A zboczeniec może być nieobleśny?
    Ona jedynie wywróciła teatralnie oczyma. Nikt nie zrozumie przez jakie katusze musiała przechodzić  przy każdej konfrontacji z szefem. Chociaż pyskowała mu jak małolata, a on wielokrotnie myślał o jej zwolnieniu, to nigdy tego nie zrobił. Nie chodziło już nawet o to, że była dziewczyną Michaela. Lubił ją, po prostu. 
    - Od której już pracuje? – zapytał po chwili, spoglądając na swój kieszonkowy zegarek.
   - Od dziesiątej. Mówiła mi, że chce chociaż trochę nadrobić wczorajszy wieczór. Chyba się bała, że jej utnę pensję.
    - „Utnę”? – Spojrzał na nią wyraźnie zdziwiony.
    - Proszę cię, ty nawet nie wiesz, ile twoi pracownicy zarabiają.
    Teraz to on wywrócił oczami i westchnął ciężko. Miała rację, nie interesowały go zarobki zatrudnionych tu osób, bo i tak były niczym przy kwocie, która każdego dnia wpływała na jego konta. 
***
    Wszyscy goście się rozeszli, restauracja została zamknięta. Kelnerzy i kucharze mający nocną zmianę wybiegli stąd w popłochu, aby zdążyć na nocny autobus, została tylko jedna myszka, krzątająca się przy fortepianie. Biały instrument stał na scenie, pośród rozsypanych płatków róż. W świetle wiszących nad nim świec wyglądał bardzo majestatycznie i dostojnie. 
     Kathleen nie mogła się powstrzymać i przejechała opuszkami palców po klawiszach, niechcący naciskając jeden z nich. Głuchy, niski dźwięk rozszedł się po całej sali. Odbił się od ścian i powrócił do uszu szatynki, wywołując na jej ciele dreszcze. Niepewnie usiadła na białym stołku z czarną, skórzaną poduszką i zaczęła grać. Wybrała Wariacje Goldbergowskie, ale grała tylko początkową i końcową arię.
       - Nikogo nie ma, a pani zostaje po godzinach jako pianistka? – Słysząc ten dobrze znany jej głos, wstała gwałtownie i odsunęła się od instrumentu. Nie rozumiała swojej reakcji, przecież to był tylko biznesmen, jakiś gość i pewnie znajomy jej szefa, nikt ważny.
        - Nie pańska sprawa – mruknęła dumnie. Sam powiedział, że została po godzinach, więc nie musiała już być dla nikogo miła. 
       - Tak pani uważa? Jako dobry szef, chciałbym wiedzieć, co moi pracownicy wyprawiają na terenie mojego hotelu. – Na usta mężczyzny wkradł się lekki uśmiech. Wyraźnie podkreślał, co tutaj należało do niego, wywołało to u dziewczyny lekki stres. Czyli już tamtego wieczoru podpadła pracodawcy, a jeszcze teraz zachowywała się jak napuszona laleczka. – Cóż, jest już późno. Zostań Kath u mnie, znajdzie się wolny pokój dla ciebie – dodał po chwili zupełnie rezygnując z oficjalnego zwracania się. 
      Brązowowłosa patrzyła na niego z niedowierzaniem. Była tak zszokowana, że nawet nie zauważyła, kiedy Samuel pojawił się tuż obok. Dopiero po czasie do niej dotarło, co się na tej sali wyprawiało. Bawił się zabłąkanym kosmykiem jej włosów i wpatrywał się w nią tym swoim hipnotyzującym spojrzeniem . Po chwili ujął dłoń dziewczyny i delikatnie musnął ustami jej wierzch.
        - Proszę… szefowi się nie odmawia – dodał cicho lekko zachrypniętym głosem, po czym puścił rękę pracownicy, kierując się następnie w stronę drzwi, a ona… A ona jakby pod wpływem  magicznego zaklęcia, ruszyła za nim.

~*~
No i jest rozdział, cieszycie się? (Michelle sama zaczyna krzyczeć i bić brawo). Ktoś marudził, że mało Rebecci, no to proszę bardzo ^^. 
Przepraszam za akapity, ale spacje na bloggerze raz są większe, a raz mniejsze i robię wszystko na oko :C.
Nie wiem, co jeszcze tu napisać, hm... a, już wiem! Dziękuję bardzo za dwunastu obserwatorów! Co do komentarzy, to jest Was mniej, dużo mniej, ale mało mnie to interesuje. Mam przecież moje ukochane, stałe czytelniczki :). Jesteście cudowne! <3
Tutaj możecie zadawać mi pytania, a tutaj dowiedzieć się czegoś o mnie i posłuchać ulubionych piosenek :).
Ps. Mam małe zaległości u Was, ale to ze względu na brak dostępu do komputera ;c. 
Ps2. Nie wiem kiedy następny rozdział, postaram się jak najszybciej, tak w okolicach szesnastego sierpnia.

10 komentarzy:

  1. Witaj:)
    Obiecałam, że będę i jestem. Zazdroszczę ci twojego stylu pisania co ja mam zrobić by tak ładnie składać zdania, jak ty i to jeszcze wszystko razem połączyć. *_*
    Cudo!, Genialne. Opowiadanie mnie zaintrygowało opowieść o dwóch siostrach podoba mi się, matka też nie jest taka zła widać, że się stara, ale nie naciska ponieważ wie, jak duże błędy popełniła jestem z tym żeby miały dobry kontakt ze sobą. Dziewczyno czekam na jeszcze
    pozdrawiam, powodzenia
    Bella. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No hej :*
    Naprawdę nie wiem, co myśleć na temat Elen. raz wydaje się oschła, wredna i fałszywa, a potem nagle robi sie z niej taka troskliwa matka, wspominająca stare, dobre czasy. mimo wszystko nadal nie podoba mi się i myślę, że kobieta teraz będzie musiała się nieźle postarać, żeby mnie do siebie przekonać.
    Dobrze, że Kath wzięła się w garść i pokazała że nie jest taka słaba, za jaką ją uważali. Podobało mi się jej zachowanie aż do chwili, w której Samuel podszedł do niej i zaproponował nocleg. A Ona się zgodziła! przecież jeszcze niedawno mało co przez niego nie płakała, a teraz tak po prostu się na to godzi! ja rozumiem, ze to jej szef i na dodatek przystojny facet, no ale proszę! nie wiem, może po prostu jestem przewrażliwiona, ale mam co do tego złe przeczucia...Oby nie okazało się, że słusznie, bo pojadę do tego hotelu i osobiście wpierdzielę temu Samowi. Mi można!
    A Rebbeca to mnie zaskoczyła w tym rozdziale. nie spodziewałam sie po niej tak miłego zachowania względem matki. czyżby jednak dziewczyna dała jej szansę? Może to i dobrze, w końcu żyją w jednym domu, więc nie powinny się wzajemnie ignorować. Ale tak jak wcześniej wspomniałam, nie przepadam za Elen i to się chyba jeszcze przez długi czas nie zmieni. Chyba, że mnie zaskoczy. i ma dziwne wrażenie, że ten facet przyszedł do sklepu muzycznego tylko dla Rebbecki. Mrrr...ciekawa jestem, co z tego wyniknie, bo sądząc po jego zachowaniu to jeszcze nie raz pojawi sie w sklepie :)
    Czekam na kolejny :*
    Sekretna

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, kochana!
    Wybacz, że nie skomentowałam od razu. Przeczytałam rozdział wczoraj wieczorem, ale nie byłam w nastroju. Gdy jestem przybita wszystkiego mi się odechciewa. Ale już jestem.
    No i co ja mam Ci napisać, kobieto? Rozdział cudny i ciekawy, oczywiście jak zwykle. <3
    Wyczuwam tutaj pewne podobieństwo między Tobą, a Rebeccą jeśli chodzi o gust muzyczny ^^ A konkretnie chodzi mi o jednego pewnego pana. (Axl Rose) Przypadek? Oj nie, nie sądzę! :D
    AAAAAA KISNĘ kisnękisnękisnę aaa! Samuel mrau! No ja po prostu kocham faceta. Zauroczył mnie jeszcze zanim napisałaś mi kogo Ci przypomina i te zdjęcia. <3 Ja po prostu czułam, no kurczę czułam, że on jest wyjątkowy. Inni go nie lubili, ale ja na odwrót. AAAAAaaAAaaA *mdleje*
    Ty masz Haydena. Oddaj mi Samuela! *wiem, że to to samo wyobrażenie xD* Daj. Daj. Daj. Daj. *dwie godziny później* Daj. Daj. Daj... xD
    Koniec. Mózgu stop.
    Pff Zadziwiające jak szybko zmienia mi się nastrój. No nic. xD
    Miałam teraz napisać o Kath, ale znowu mi się przypomniała końcówka i Samuel. *o* Ekhem, ekhem ja tam się wcale, a wcale nie dziwię, że Kath za nim poszła. Sama bym pobiegła.
    Cieszę się, że Kath się ogarnęła wewnętrznie. Strasznie mi chwilami przypomina mnie. Taką osobę, którą zniszczyć może jedno słowo, albo zafundować podły nastrój. Tak.
    Elen. Hmmm Co ja mogę o niej napisać? Nie potrafię być na nią zła. Moje odczucia co do bohaterów zmieniają się, jak w kalejdoskopie. Jestem podejrzliwa, ale jednocześnie zbyt wrażliwa, by nie potrafić wczuć się w jej sytuację. Jeśli tylko nie ma w zanadrzu jakiegoś podłego numeru, mogę się powstrzymać i nie wydrapać jej oczu.
    Napisałabym dłużej, ale właśnie ktoś podjechał pod dom i uciekłam z pokoju, żeby dokończyć ten kom. *feel like a ninja* Ukrywam się, ale muszę już iść. :D
    Weny, kochana, weny! <3
    Pozdrawiam,
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
  4. Hohoho...
    Jestem.
    I witam się jak święty Mikołaj. Juhu xD
    Jak się miło zrobiło... Mogę tak napisać? Trochę mnie ucieszyło to, że Becky zachowała się milej w stosunku do ich matki. W końcu ludzie powinni sobie wybaczać błędy wzajemnie~... Takie moje wywody XD
    Rebecca czasem mi się wydaje być taką mega cwaniarą. Nie wiem dlaczego. Tak po prostu jej zachowanie cwaniaczki wychodzi przy pracy w sklepie... Chociaż może to taka skorupka, by się bronić. Ta dam.
    Kath...chyba bardziej ją lubię~. Trochę mi przypomina mnie, kiedy jest się w podbramkowej sytuacji. Niby krucha, a jednak silna. To takie przyciągające :3
    "Ech, co kobiety muszą przeżywać rano, aby wyglądać pięknie, tego nie pojmie żaden umysł mężczyzny, nawet geja." To zdanie mnie rozbawiło XDD
    Rozdział mi się podobał c:
    Wpadnij do teatru bo Cię dwie odsłony ominęły xD
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Heej! ;) Wybacz że nie skomentowałam rozdziału czwartego wczoraj, ale przeczytałam go do połowy i później już nie miałam siły i tak to się skończyło. Ale skoro już jestem to piszę.
    Fajny rozdział. Naprawdę. ;) Bardzo dobrze napisane. Nie mogę się doczekać aż to się zacznie rozkręcać. ;) Uhuhu... nie mogę się doczekać.
    Byłam zdziwiona zachowaniem matki i córki. Nie sądziłam. Może Rebecca w końcu zaufa swojej matce, ale to pewnie minie dużo czasu. Nio nie? ;)
    Kathleen strasznie jest zdenerwowana związku z pracą. Bardzo jej zależy, bo skoro bierze więcej godzin... to....
    Samuele... hmm.. co mogę o nim powiedzieć. Fajny jest. Podoba mi się. :)
    Ogólnie rozdział świetny. Życzę weny, pomysłów, pogody i udany wakacji.

    Pozdrawiam,
    http://co-ja-bym-zrobila-bez-tanca.blogspot.com/
    http://ja-juz-wiem-chce-wiedziec-wiecej.blogspot.com/
    zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hohoh ! wchodze czytam i mam zawał! boskie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny zaczynają się rozkręcać;) Ale zauważyłam jeden błąd na początku. Piszesz, że "czy Kath będzie tak wyglądac", a potem o Rebecce. Wydaje mi się, że w tym pierwszym zdaniu chodził o Reb;)
    Zdziwiłam się i ogromnie zaskoczył mnie to jak Reb się odnosiła do matki w tym rozdziale. Na początku oczywiście oschle, ale potem nazwała ją "mamą" , a to duży krok naprzód. W ogóle ta rozmowa była taka... normalna. Widać, że robią postępy i powoli przyzwyczajają się do nowej sytuacji. Co nie zmienia faktu, że matka powinna się starać. Bardziej starać.
    To jak Rebecca potraktowała tego klienta było okropne. Miał prawo zwrócić jej uwagę skoro się spóźniła i to tyle czasu. Co z tego, że klienci nie przychodzą wcześnie? To jest jej obowiązek i nie ma na to usprawiedliwienia. Ciekawe co by było jakby się szefostwo dowiedziało. To było bardzo nieodpowiedzialne i niemądre.

    Kath chyba rozum postradała, że poszła z tym facetem!Myślałam, że zmądrzała, ale jak widać ma jakiś zastój w mózgu, bo to naprawdę nie było mądre. Mam nadzieję, że się opanuje i wróci do domu.
    Ha! Się szefuncio zdziwił jak przyszła do pracy i zaczęła śmiało, z grubej rury. Pewnie jż nie jedną kelnerkę tak wykończył. Kath wydaje mi się teraz być silniejsza niż wcześniej, a to dobrze wróży;)

    Ściskam i pozdrawiam;)

    A w wolnej chwili zapraszam do siebie na nowy rozdział;*

    OdpowiedzUsuń
  8. No i dotarłam do czwartego rozdziału. Tak, jest naprawdę coraz ciekawiej. Samuela uwielbiam po prostu. Mam słabość do gości, którzy są takimi draniami. Ale mam obawy co do tego, że Kat z nim poszła. Można by powiedzieć, że się o nią martwię, haha.
    Nie zauważyłam żadnych rażących błędów, tylko kilka literówek. Polecam też robienie większych odstępów pomiędzy ***, inaczej tekst się troszkę zlewa. Na akapity jest pewien kod do html, który wystarczy raz wprowadzić w danym poście i cała notka się "akapituje". Boże, jakie to ja słowa wymyślam XD Mam nadzieję, że zrozumiałaś. :D Ale ze spacjami też jest okej, nie przejmuj się. Przez to, że tekst jest wyjustowany tak się dzieje.
    No i mi jakoś nie jest przykro, że jest mało Rebecci, w końcu to ona przeżyje, co nie? xD (nawiązanie do prologu) No nic, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!

    Pozdrawiam ciepło i życzę dużo, dużo weny,
    Julss :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybacz, że tak długo czekałaś na mój komentarz, ale nie miałam głowy do sklecenia choćby zdania...
    Widzę, że pani Chapman ma jakieś matczyne odruchy. Rebecca powoli przekonuje się to matki i mam nadzieję, że nie zawiedzie się na niej :).
    Ten osobnik, który "ją śledzi" chyba chce się z nią umówić, dlatego ciągle za nią chodzi :D. Niech da mu szansę :).
    Wydaje mi się, że nasza Rebecca powoli zaczyna coś czuć do tego nieznanego mężczyzny :D. Jego wygląd podbił jej serce, ale czy ma fajny charakter?
    Kathleen tak trzymaj! Utnij nosa temu ważniakowi w garniturku za pięć tysięcy :D.
    Nie mów, że ona z nim pójdzie do łóżka? "Szefowi się nie odmawia" - co to ma być za głupi tekst?! Kath musi jeszcze trochę poćwiczyć i mam nadzieję, że mu nie ulegnie :D
    Wybacz za tak mało kreatywny komenatzr, ale ostatnio jestem okropnym leniem :C. Na nic nie mam ochoty... Może następnym razem uda mi się napisać coś lepszego i dłuższego.
    Pozdrawiam!
    Amy ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam wszystko i bardzo mi się podoba fabuła i twoje pióro. Czekam z niecierpliwością na następną część i życzę weny.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń